„Pani geolog miała bagaż podręczny pełen kamieni”. Zaglądamy za kulisy pracy na podkrakowskim lotnisku
Najważniejszy jest plan działania, tworzony z dwudniowym wyprzedzeniem. Jednak nawet ten najbardziej dokładny, najbardziej szczegółowy, może zostać zaburzony. Czasami przez jeden bagaż, pozostawiony bez opieki. Wówczas liczy się szybka reakcja oraz skuteczna koordynacja działań wielu osób.
Terminal pasażerski podkrakowskiego lotniska w Balicach został zaprojektowany na 8 mln osób. W tym roku Kraków Airport spodziewa się ponad 12 mln pasażerów. – W związku z tym ważna jest dla nas w szczególności dobra organizacja, by na lotnisku nie tworzyły się zatory – wyjaśnia nam Monika Chylaszek, rzeczniczka prasowa podkrakowskiego lotniska. Kluczowa jest tu rola liczącego ponad 20 osób Działu Koordynowania i Planowania Operacyjnego. Brzmi poważnie? Takie jest.
– Zdarzyło się, że ktoś chciał przewieźć kostkę brukową. Z kolei pani geolog miała bagaż podręczny pełen kamieni. Musiała je przepakować do bagażu rejestrowanego. Innym razem mężczyzna próbował wnieść na pokład rybkę w jednorazowym woreczku. Została przekazana znajomym, którzy odprowadzali go na lotnisko – wymienia Rząsa. W dobie wojny w Ukrainie standardem są próby przewiezienia łusek, amunicji itp. – Nie ma takiej możliwości. Takie osoby są kierowane do Straży Granicznej – dodaje nasz rozmówca.
Ze strażnikami mają też do czynienia pasażerowie, którzy dla żartu twierdzą, że mają bombę w bagażu. – Ani Straż Graniczna, ani my jako kontrolerzy na służbie nie mamy poczucia humoru. Takie żarty paraliżują pracę lotniska. Kończą się mandatami bądź sprawami sądowymi – twierdzi Rząsa. – Po co ludzie to robią? – dopytujemy. – Pan się zdenerwował, ktoś inny za długo stał w kolejce, jeszcze kolejny założył się z kolegą, że to zrobi – wyjaśnia. Swoją pracę ceni za niepowtarzalność. – Każdy pasażer jest inny. Jeden krzyczy, inny jest spokojny, kolejny agresywny. Tu nie ma nudy.