Przyjechali po psa z drugiego końca Polski. Jest reakcja rzeczniczki

Zdaniem urzędników nie było podstaw do odbioru schorowanego psa. Zabrała go fundacja spoza Małopolski. Interweniowała Sabina Janeczko.

Chomik, gołębie, odbiory zwierząt

Od jakiegoś czasu krakowscy radni biorą pod lupę działania miejskiej rzeczniczki ds. zwierząt Sabiny Janeczko. Agnieszka Paderewska z Prawa i Sprawiedliwości złożyła w tej sprawie interpelację do władz miasta.

Z odpowiedzi urzędników dowiadujemy się, że w minionych miesiącach Janeczko działała m.in. w sprawie chomika europejskiego oraz antykoncepcji dla gołębi.

Okazuje się, że rzeczniczka musiała też interweniować w sprawie fundacji, której przedstawiciele przyjechali do Krakowa z drugiego końca Polski, by odebrać rzekomo zaniedbanego psa.

Stały kontakt z mieszkańcami

W odpowiedzi na interpelację pojawiła się taka informacja:

Rzeczniczka ds. zwierząt (...) odbywa spotkania oraz pozostaje w stałym kontakcie z mieszkańcami, m.in. w sprawach, dotyczących odbiorów zwierząt przez organizacje społeczne. Pomaga również w odzyskaniu zwierząt czy wsparciu w kontaktach z innymi gminnymi jednostkami.

W odpowiedzi na nasze pytania czytamy, że w Krakowie, podobnie jak w całym kraju, zdarzają się niestety przypadki interwencyjnego odbierania zwierząt bez wystarczających podstaw.

Schronisko dla psów, zdjęcie ilustracyjne
Schronisko dla psów, zdjęcie ilustracyjne
Krzysztof Kalinowski/LoveKraków.pl

Właśnie w takiej sprawie musiała interweniować m.in. Sabina Janeczko.

Interwencja dotyczyła fundacji spoza naszego miasta, a nawet spoza województwa – wskazuje Dominika Jaźwiecka-Bujalska z biura prasowego krakowskiego magistratu.

Przedstawiciele fundacji odebrali psa, który z powodu choroby sprawiał wrażenie zaniedbanego. Urzędnicy wskazują jednak, że pozostawał pod stałą opieką lekarzy weterynarii. 

Po odbiorze zwierzę zostało umieszczone przez fundację w schronisku, o czym dotychczasowy opiekun nie został poinformowany.
Urząd Miasta Krakowa

Sabina Janeczko współpracowała w tej sprawie z Wydziałem Środowiska, Klimatu i Powietrza Urzędu Miasta Krakowa oraz Krakowskim Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami.

– Udało się szybko doprowadzić do powrotu psa do opiekunów. Dalszy pobyt zwierzęcia w schronisku mógł narazić je na niepotrzebny stres, który w połączeniu z chorobami współistniejącymi, mógłby doprowadzić do poważniejszego uszczerbku na zdrowiu – wyjaśniają w krakowskim magistracie.

Według miejskich urzędników szczególnie niepokojące w całej sytuacji jest to, że instytucja, która przyjechała z drugiego końca Polski, niemal natychmiast zaapelowała w Internecie o wpłaty na pokrycie kosztów akcji. Mimo że pies ostatecznie nie przebywał pod jej opieką.