„Tu nie da się żyć”. Inspekcja ruszyła z kontrolami, znamy wyniki
To wraca falami
Płaszów i Rybitwy to dziś obszar, na którym miesza się wiele funkcji.
Z jednej strony są bloki, natomiast w sąsiedztwie firmy, które zajmują się gospodarką odpadami. To generuje konflikty.
Z perspektywy mieszkańców sprawa jest prosta: uciążliwość wraca falami, a latem potrafi wywrócić codzienne funkcjonowanie.
– Przychodzą mieszkańcy i mówią, że śmierdzi, że nie da się żyć. Latem nie mogą normalnie funkcjonować, nie można otworzyć okien – relacjonował jakiś czas temu Łukasz Maślona, wiceprzewodniczący Rady Miasta Krakowa z klubu Kraków dla Mieszkańców.
Alternatywa dla przedsiębiorców
Jeszcze za kadencji prezydenta Jacka Majchrowskiego głośno mówiło się o możliwej przeprowadzce uciążliwych działalności do Nowej Huty.
Władza w Krakowie zmieniła się, a temat dalej jest aktualny.
– Na jednym z niedawnych spotkań przedsiębiorcy zwrócili się do nas z pytaniami o wskazanie terenów, na które mogliby przenieść swoją działalność – mówił nam w połowie marca Stanisław Mazur, zastępca prezydenta Aleksandra Miszalskiego.
Zapewniał, że miasto wróciło do nich z konkretną odpowiedzią.
– Przedstawiliśmy warunki i harmonogram. Wskazaliśmy również miejsce: to blisko pięćdziesięciohektarowy teren, przylegający do nowohuckiego kombinatu – przekazywał nam Mazur.
– Co istotne, zaproponowana lokalizacja posiada bezpośredni dostęp do drogi krajowej oraz bocznic kolejowych, a z racji oddalenia od skupisk zabudowy mieszkaniowej minimalizuje ryzyko napięć społecznych – dodawał.
Będą wygaszać działalność
Na razie śmierdzący problem pozostaje aktualny. Niektóre zakłady chcą minimalizować uciążliwości dla okolicznych mieszkańców.
Przykładowo nad oczyszczalnią ścieków w Płaszowie mają powstać cztery gigantyczne kopuły, które zatrzymają odór od lat uprzykrzający życie sąsiadom. To właśnie z oczyszczalni, według urzędu miasta, pochodzi ok. 30-40 proc. uciążliwych zapachów.
Innym źródłem są prywatne przedsiębiorstwa. Według magistratu jedną z firm najbardziej zanieczyszczających powietrze jest kompostowania PreZero.
Inspektorzy stwierdzili naruszenia
Stałą kontrolę nad uciążliwymi zakładami sprawuje Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Krakowie.
WIOŚ potwierdza: tak, w ubiegłym roku inspektorzy pojawiali się na terenie Płaszowa oraz Rybitw i kontrolowali firmy, które gospodarują odpadami.
Niektóre kontrole były zaplanowane, inne wychodziły poza ustalony harmonogram.
Wszystkich przeprowadzono łącznie 20, a dotyczyły 12 różnych podmiotów, w tym miejskich spółek.
– To firmy, które zajmują się zbieraniem, przetwarzaniem, odzyskiem oraz transportem odpadów – wskazuje Magdalena Gala, rzeczniczka prasowa Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Krakowie.
Inspektorzy wykryli nieprawidłowości. – Naruszenia stwierdzono w 6 z 20 przeprowadzonych kontroli – wylicza Gala.
Wśród nich wymienia m.in. eksploatację instalacji bez wymaganego zgłoszenia oraz prowadzenie ewidencji odpadów niezgodnie ze stanem rzeczywistym.
– Po stwierdzeniu nieprawidłowości podjęto działania mające na celu ich usunięcie i ograniczenie potencjalnego wpływu na środowisko – zapewnia rzeczniczka WIOŚ-u.
Prosimy o konkretne przykłady. Inspektorzy wykryli m.in., że jeden z zakładów używał instalacji, z których zanieczyszczenia, w tym pyły, dostawały się do powietrza.
Eksploatację urządzeń należało zgłosić do starosty, ale tego spółka nie zrobiła.
Skończyło się pouczeniem.
Nieprawidłowości wykryto również w trakcie transportu odpadów. – Pojazd nie posiadał oznakowania tablicą z treścią „odpady”, a ładunek nie był zabezpieczony siatką czy plandeką – podkreśla Magdalena Gala.
Według niej nieprawidłowości miały charakter formalny i „nie wiązały się z rzeczywistym oddziaływaniem na środowisko”.
– Nie stanowiły zagrożenia, także dla ludzi. Podmioty podjęły działania mające na celu niezwłoczne usunięcie naruszeń – podsumowuje Gala.
Strategiczna rola
– Zgodnie ze stanowiskiem WIOŚ, wszystkie stwierdzone nieprawidłowości miały charakter formalno-prawny i nie wiązały się z rzeczywistym oddziaływaniem na środowisko ani zagrożeniem dla zdrowia ludzi – komentuje Remigiusz Tytuła, prezes Klastra Rybitwy, zrzeszającego przedsiębiorców z terenu Płaszowa i Rybitw.
– Nie nałożono również żadnych sankcji związanych z uciążliwościami zapachowymi, a przedsiębiorcy każdorazowo usuwali wskazane uchybienia w wyznaczonych terminach – dodaje Tytuła.
Jak już wspomnieliśmy, miasto chce uporządkować tereny Płaszowa i Rybitw. Przedstawiciele Klastra Rybitwy mają co do tych planów spore wątpliwości.
– Ten obszar pełni strategiczną rolę gospodarczą i nie może być traktowany wyłącznie jako rezerwa pod zabudowę mieszkaniową – twierdzi Remigiusz Tytuła.
– Po drugie, postulujemy eliminowanie konfliktów funkcjonalnych, przede wszystkim poprzez niedopuszczanie zabudowy mieszkaniowej w bezpośrednim sąsiedztwie terenów przemysłowych i instalacji uciążliwych środowiskowo. Obecne propozycje – w tym dopuszczanie mieszkaniówki w pobliżu oczyszczalni ścieków – są w naszej ocenie powielaniem błędów znanych z innych części miasta – podsumowuje prezes klastra.
Na dziś, 22 kwietnia, przedsiębiorcy zaplanowali protest przed magistratem. Tego dnia w murach urzędu odbywać się będzie sesja Rady Miasta Krakowa.
Jednocześnie nie wszyscy przedsiębiorcy z obszaru Płaszów-Rybitwy utożsamiają się ze stanowiskiem klastra. Część właścicieli terenów i inwestorów przekonuje, że dalsze utrzymywanie obecnego modelu zagospodarowania blokuje rozwój południa Krakowa i utrwala uciążliwości dla mieszkańców.