„Wolę, żeby tata nie dostał drugiego zawału”. Nierówna walka Głogoczowa z S7
Emocje
Budowa
– Nie znam nikogo w Głogoczowie, kto poparłby którykolwiek z zaproponowanych wariantów nowej trasy S7 – mówi jedna z mieszkanek Agnieszka Dróżdż.
To właśnie w liczącym ponad 3 tysiące osób Głogoczowie parę tygodni temu zebrało się kilkuset protestujących, żeby sprzeciwić się planom Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.
Początkiem listopada dyrektor jej krakowskiego oddziału Maciej Ostrowski zaprezentował sześć wariantów przebiegu nowej trasy S7 między Krakowem a Myślenicami.
– Dla Głogoczowa krytyczne są warianty F, E, D, a także łącznik Beskidzkiej Drogi Integracyjnej. Ale tak naprawdę realizacja każdego z nich w jakimś stopniu uderzy w naszą społeczność, która zostanie podzielona, zamknięta na niewielkich przestrzeniach – dodaje Dróżdż.
Jej 13-letnia córka Julia dopowiada: – Ta inwestycja oddzieli mnie od koleżanki. Będziemy mieszkały po przeciwnych stronach bardzo ruchliwej drogi.
Kiedy dojeżdżamy do Głogoczowa, wioska jest spowita mgłą, która wypełnia liczne wąwozy. Banery wywieszone na ogrodzeniach wprost wskazują, co jest obecnie tematem numer jeden wśród lokalnej społeczności: protest przeciwko budowie nowej drogi.
Jak wygląda codzienność, gdy wiesz, że twój dom może zostać wyburzony? Czy mieszkańcy Głogoczowa mają plan B, jeśli protesty nie przyniosą oczekiwanych efektów?
Oto historia Agnieszki Dróżdż i jej rodziny.
Historia o tym, jak wielkie plany dużej instytucji zaburzają życie małych społeczności.
Rodzice
Agnieszka Dróżdż rozpoczyna swoją opowieść:
Nasza przygoda z Głogoczowem zaczęła się jeszcze na studiach. Mąż uczył się w Krakowie, ja na Śląsku.
Pewnego dnia, kiedy jechaliśmy zakopianką, powiedziałam do niego: popatrz, jakie tutaj są piękne tereny. Zaczęliśmy zwiedzać okoliczne wioski i w końcu trafiliśmy również do Głogoczowa.
Zachwyciły mnie tutejsze lasy i wąwozy. Podczas pierwszej wycieczki natknęliśmy się na stado saren. Klamka zapadła: tutaj zamieszkamy.
Dokładnie 15 lat temu kupiliśmy działkę i ruszyliśmy z budową domu. Wtedy jeszcze nikt z decydentów nie mówił, że będzie tędy przebiegała jakaś nowa, ruchliwa trasa.
Na pewnym etapie zabrakło nam pieniędzy, żeby dokończyć budowę. Wyjechaliśmy więc do pracy za granicę, gdzie spędziliśmy sześć lat. Tam urodziła się Julia, nasza córka.
To była piękna przygoda, ale nigdy nie planowaliśmy zostać za granicą na stałe.
Mają ponad 70 lat i na pewno przyjdzie moment, kiedy będę musiała się nimi zająć, dlatego chcę mieć ich blisko.
Wzięli kredyt i z naszą pomocą finansową udało się wybudować dla nich dom. Do zrealizowania pozostały ostatnie prace wykończeniowe, budynek jest tuż przed ostatecznym odbiorem. Problem w tym, że jeden z wariantów S7 zakłada jego wyburzenie.
Chciałam, żeby rodzice przyjechali na dzisiejszy wywiad. Rozmawiałam na ten temat z mamą, ale powiedziała: – Nie przyjedziemy. Wolę, żeby tata nie dostał drugiego zawału.
Oboje są załamani. To dla nich koniec świata. Całe życie mieszkali w bloku. Marzył im się dom. Cieszyli się, kiedy powstawał. Ojciec wykafelkował ścianę w jednym z pomieszczeń. Może to drobnostka, może kogoś to nawet śmieszyć, ale dla rodziców ten dom znaczy naprawdę bardzo dużo. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, wprowadzą się do niego wiosną.
Ale co dalej? Jak długo będą mogli się nim cieszyć?
Fizyczna aktywność, związana z budową domu, dała rodzicom dużą energię do życia.
Przedstawione warianty S7 to dla nich ogromny cios.
Natura
Wybudowaliśmy się w Głogoczowie m.in. dlatego, że chcieliśmy mieszkać blisko natury.
Przez naszą wioskę przebiega mnóstwo wąwozów, które mają bardzo duże różnice wysokości.
Dziś nie ma słońca, widoczność jest fatalna, więc niewiele dostrzeżemy, ale proszę mi uwierzyć, że na co dzień jest tutaj pięknie.
Zalesione wąwozy są miejscem schronienia dla wielu zwierząt, mają tam źródełka.
Widzimy tutaj sarny i jelenie. Czasami wychodzą z wąwozów na pobliskie pola.
Poprowadzenie drogi przez tak trudny teren, miejscami osuwiskowy, to będą ogromne koszty. Z dokumentacji GDDKiA wynika, że w przypadku realizacji wariantu F, za wybudowanie jednego kilometra trzeba będzie zapłacić 179 mln zł. To trudna do wyobrażenia kwota.
Planowana inwestycja to nie tylko szkody środowiskowe, wielkie koszty i dramat mojej rodziny.
W podobnej sytuacji jest wielu innych mieszkańców Głogoczowa.
Niedaleko nas mieszka pani, która jest osobą koło czterdziestki. Ma to nieszczęście, że cierpi na chorobę genetyczną oczu, która powoduje, że jej wzrok stale się pogarsza.
Wyrwała się z toksycznego domu i wprowadziła do nowego. Przystosowała się do życia w tym miejscu, nauczyła się chodzić tutejszymi drogami, odprowadzać dzieci do szkoły, do której trzeba iść około 30 minut. Z powodu choroby oczu ta pani nie może poruszać się samochodem.
Wiele wysiłku kosztowało ją to, żeby przyzwyczaić się do nowej okolicy. I kiedy już bardzo dobrze ją poznała, generalna dyrekcja chce to zniweczyć, całkowicie zmieniając krajobraz.
W sąsiedztwie mamy też pana, który jest grabarzem. Wychowuje niepełnosprawne dziecko, do którego potrzeb dostosował dom. Teraz miałby zostać wyburzony, bo ktoś tak poprowadził linię na mapie. Nikt z GDDKiA nie pofatygował się tutaj, żeby zobaczyć okolicę.
Obawiamy się również, że budowa nowej drogi zwiększy zagrożenie powodziowe dla Głogoczowa, który był już nawiedzany przez powodzie błyskawiczne. Betonowanie kolejnych terenów sprawi, że to zjawisko może się jeszcze nasilić.
Konsultacje
Głogoczów to nie Kraków. To nawet nie Myślenice. Nie ma tu wielkich wydarzeń. Dzieje się codzienność. Jest dom kultury, w którym organizowane są zajęcia szachowe i taneczne.
Powstają kolejne domy. Jednocześnie ludzie wystawiają działki na sprzedaż, wiedząc, co szykuje tutaj generalna dyrekcja.
Można powiedzieć, że koszmar powrócił. Już w 2022 roku zbieraliśmy podpisy przeciwko budowie Beskidzkiej Drogi Integracyjnej, która miała rozjechać nasz dom.
Teraz pojawiło się kolejne zagrożenie, nieco dalej od nas, bo nowa S7 miałaby przebiegać ok. 100, 150 metrów od miejsca, w którym mieszkamy.
W ankiecie GDDKiA należy wybrać preferowany wariant, a dla ludzi z Głogoczowa żaden nie jest akceptowalny, ponieważ każdy dewastuje wieś.
Ostatnio miałam okazję uczestniczyć w proteście przeciwko nowej S7, zorganizowanym przed siedzibą generalnej dyrekcji w Krakowie. Jeden z wicedyrektorów wyszedł do nas i powiedział, że problemem przy tej inwestycji nie są kwestie inżynieryjne, tylko emocje ludzi.
Przeraża mnie ta wypowiedź. Ten pan sprowadza osoby, które walczą o swoje domy, które znalazły się w tak trudnej sytuacji, do rozhisteryzowanych wariatów. Bardzo mnie to rani, tym bardziej, że słowa padły z ust urzędnika państwowego, który jest opłacany z naszych pieniędzy.
Słyszymy: droga musi powstać. Nikt jednak nie liczy się ze stratami społecznymi, jakie wygeneruje budowa nowej trasy przez tak mocno zaludnione tereny.
Nie mówi się również o skutkach psychologicznych. Największym stresem dla człowieka są: śmiertelna choroba, utrata osoby bliskiej, domu, i czasami utrata pracy.
Nie wiemy, co mamy zrobić.
W momencie upublicznienia wariantów, przez tydzień nie mogłam normalnie funkcjonować. Nie mogłam przyzwyczaić się do myśli, że coś takiego się dzieje. Że jesteśmy zmuszeni do obrony przed instytucją, która ma tak wielkie możliwości.
Ta sprawa pokazuje też, że dochodzi do marginalizacji problemów społecznych. W mediach głównego nurtu one nie istnieją. Jedynie lokalni dziennikarze nas wysłuchują. Nie robią tego natomiast zwierzchnicy generalnej dyrekcji, czyli osoby z ministerstwa infrastruktury.
Na nas, protestujących, wylewa się hejt. Słyszymy, że jesteśmy tępi. Że nie rozumiemy, że nasz kraj musi się rozwijać, że muszą powstawać nowe drogi.
Gdyby ktoś mnie zapytał, jaką alternatywę proponuję, odpowiedziałabym: rozwój transportu publicznego. Dziś mieszkańcy Głogoczowa są uzależnieni od samochodów.
Jeżdżą jakieś autobusy, ale jest ich za mało. Nie mamy dobrego połączenia komunikacją zbiorową z Krakowem i Myślenicami.
Kryzys
Nie zakładamy planu B. Na razie czekamy na to, co się wydarzy. Mamy nadzieję, że decydenci w końcu zrozumieją, że nie można przez tak zaludnione tereny prowadzić drogi.
Społeczność Głogoczowa się zjednoczyła. Mimo że pochodzimy z różnych środowisk. Mimo że przekrój społeczny jest bardzo duży: od rdzennych mieszkańców po osoby napływowe.
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. To święta rodzinne.
Rozmawiałam ostatnio podczas protestu z panią, której dzieci mają działki obok niej. Stoją już na nich domy, które też trzeba będzie wyburzyć pod nową S7. To rodzina, która mieszka w Głogoczowie od pokoleń. Trudno wyobrazić sobie, jaka to dla niej tragedia.
W jakiej atmosferze spędzą te święta?
Mapa
Pani Agnieszka kończy swoją opowieść. Rozkłada przed nami projekty planowanej trasy S7.
– Posklejałam te mapy z dokumentów, które na ostatnim spotkaniu wiejskim przedstawił sołtys. To metafora naszej obecnej sytuacji. Naszej nowej rzeczywistości, którą próbujemy posklejać: właśnie tak, jak te mapy – kwituje mieszkanka Głogoczowa.
***
Przypomnijmy: w sprawie budowy nowego odcinka drogi S7 pomiędzy Krakowem a Myślenicami trwa obecnie cykl spotkań informacyjnych, które w kolejnych gminach organizuje Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad.